Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
32 posty 2433 komentarze

Między pijarem a propagandą

grazss - Czasem mam wrażenie Déjà vu

ŚMIERĆ - NIEWYGODNY PROBLEM

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dla naszych najbliższych, którzy nas urodzili, wychowali, którzy drżeli o nasze życie, gdy się z nami coś niedobrego działo - nie mamy czasu, albo ochoty, aby okazać im serce i wdzięczność, gdy tego potrzebują.

 

WSTYDLIWY PROBLEM NASZYCH CZASÓW – ŚMIERĆ

 

Dlaczego dziś o tym piszę?

Bo to problem, który mnie gnębi od kilku lat – jak zachowywać się wobec doczesnych szczątków ludzi, których akceptowaliśmy za ich życia, lubiliśmy, czy kochaliśmy. Dlaczego człowiek, póki żyje, jest fajny – ale w sytuacji, gdy umarł , już fajny nie jest – boimy się na niego spojrzeć, czy dotknąć.

Gdy byłam małym dzieckiem, zmarła moja babcia. Mama, razem moją ciocią, które czuwały podczas jej choroby i były blisko, gdy umierała - zajęły się natychmiast przygotowaniem jej ciała „na ostatnią drogę”. Bo to była ich mama i nie chciały, by ktoś obcy dotykał jej ciała, jako że śp. Babcia by tego sobie nie życzyła.

I takie postępowanie ze zmarłymi w rodzinie było normalne.

Po przygotowaniu osoby zmarłej „na ostatnią drogę”, ubraniu jej i ułożeniu w trumnie – obecna rodzina zmawiała Różaniec. Przy zmarłym.

Każdego wieczora (3x) schodzili się i zjeżdżali znajomi i odmawiali Różaniec wspólnie – w domu zmarłego, przy otwartej trumnie.

Później, po trzech dniach odbywał się pogrzeb.

I komu to przeszkadzało?

Tak było kiedyś – a co mamy dzisiaj?

Co dzieję się dziś z naszymi dziadkami, rodzicami, gdy się zestarzeją, zniedołężnieją i umierają?

Dla naszych najbliższych, którzy nas urodzili, wychowali, którzy drżeli o nasze życie, gdy się z nami coś niedobrego działo - nie mamy czasu, albo ochoty, aby okazać im serce i wdzięczność, gdy tego potrzebują.

Zakład pogrzebowy załatwi wszystko: zabierze ciało i przywiezie na pogrzeb, już ubrane (chyba) i zamknięte w trumnie, aby oszczędzić nam przykrego widoku.

Bo przecież nie lubimy przykrych widoków.

Moja mama,lat 86, chce po swojej śmierci pozostać do momentu pogrzebu w domu. I ojca, lat 92, też nie pozwoli wywieźć do kostnicy, gdy nadejdzie jego czas.

- Chyba sobie zasłużyliśmy – mówi.

Trzeba będzie spełnić jej życzenie, gdy nadejdzie „ten czas”.

 

W przypadku zgonu poza podmiotem leczniczym stacjonarnym podstawowe regulacje dotyczące przechowywania zwłok zawiera ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych oraz wydane na jej podstawie rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 23 marca 2011 r. w sprawie sposobu przechowywania zwłok i szczątków (Dz. U. Nr 75, poz. 405) – dalej r.s.p.z. Zgodnie z art. 9 u.c.c.z. najpóźniej po upływie 72 godzin od chwili zgonu zwłoki powinny być usunięte z mieszkania celem pochowania lub w razie odroczenia terminu pochowania złożone w domu przedpogrzebowym lub kostnicy do czasu pochowania.

 

A teraz drugi wątek:

 

Po Świętach wyjeżdżam na pogrzeb naszego starego przyjaciela z Holandii. On i jego zmarła przed kilku laty żona, byli dla mnie wielką pomocą w latach osiemdziesiątych, gdy w sklepach był tylko ocet i puste półki, a ja miałam małe dzieci.

Ona miała szczęście umrzeć w domu, wśród najbliższych. On zmarł, po półrocznym pobycie w „Domu Spokojnej Starości”. Postępująca demencja starcza nie pozwoliła na doczekanie „końca” w domu – bo dzieci pracują.

Był u mnie dwa lata temu, z wizytą.

Przyjechał z jedną z córek.

- Jestem tu ostatni raz- powiedział wtedy.

Przed wyjazdem do domu przespacerował po całym obejściu, powoli, z przystankami.

- Pięknie tu zrobiłaś, szkoda, że już tego więcej nie zobaczę – powiedział.

Łzy mi stanęły w oczach....

- Jak to, Harry, dlaczego?

- Jestem coraz słabszy i sam już nie przyjadę, a moje dzieci..., nie wiem, jakie będą miały plany....

 

No tak.

Polska wieś, to nie Teneryfa, ani inne Bahamy.

 

Przyjaźnie międzyludzkie już znaczenia nie mają.

Każdy żyje dla siebie i życie ma na tyle atrakcyjne, na ile go stać.

W „Ojro”.

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Moźe się zmartwychwstanie...
    Pięknieś pani te funeralne wątki opisała. My tutaj całkiem podobnie kombinujemy z kolegami. Jak przyjdzie pora, to się polegnie. Myślę, źe już tego lata. Najgorzej to dostać ołowiem w bebech. Kiszki się wylewają z korpusu, syf się robi i ponoć czlowiek odczuwa zimno przejmujące. Dlatego ja zawsze kamizelę zakładam przeciwkulową, wolałbym w głowę zarobić, przynajmniej się od razu odleci na Wieczne Łowy. Fatalnie też jest, gdy się spalić w pojeździe. Dlatego w wozach bojowych zawsze mają spore dawki pentobarbitalu, porozkładane symetrycznie w schowkach na obu burtach. Ale myślę, źe jak sie wyspowiadanym polegnie, w obronie Ojczyzny, i jeszcze z Różańcem na klacie, obok numerka ID podwieszonym, to czlowiek zawstydzonym nie będzie. Góra dwa eony czyśćca, jak twierdzi mój kapral-konfident, a potem zaraz Raj. Lepiej, niż roślinkę odstawiać w publicznej umieralni, srając w pampersa i zasysając witaminy przez rurkę. Umieranie ma też albowiem wiele wspólnego z estetyką i kulturą osobistą. Ciekawe, że cywile wcale o śmierci nie myślą, jakby cholery miały żyć wiecznie. Memento mori, jako motto źyciowe zupełnie nie istnieje w kolektywnej świadomości, a jak przyjdzie pora zejścia, to czynią to jakoś wstydliwie, jakby kupę w krzakach robili. No nic, już całkiem niedugo damy dobry przykład, jak umierać ginąć godnie trzeba.
  • Trwanie przy bliskich do samego końca, ostatniego tchnienia
    - to trwanie, tak naprawdę jest dla nas błogosławieństwem.
    Ból, kiedy odchodzą przy nas, na naszych oczach jest przeogromny, ale po latach, kiedy już ich nie ma, pozostaje w nas taki dobry, błogosławiony spokój, to jest uczucie bezcenne w dalszym życiu bez nich....
    Moja piękna matka odeszła bardzo dawno temu, była jeszcze młodą kobietą -nagle, w ciągu paru minut - pamiętam tylko, że szklanka z której piła herbatę jeszcze do końca nie ostygła...
    Ale ojciec odszedł bardzo świadomie, a kiedy wiedział,że już czas- zawołał mnie po imieniu, objął ramionami i skonał...
    Tak, jak piszesz, oni chcą umierać w domu. Zadzwoniłam po brata... umył go ubrał, zapaliliśmy świecę......... to jest godne umieranie i oni na nie zasługują.
    ..
  • @grazss
    To jest ważny obowiązek rodzinny. Niestety, dla wielu przykry, Dlatego też dało się to łatwo skomercjalizować. My zapłacimy, a oni wezmą, załatwią co trzeba i już. Dawno już nie słyszałem, by ktoś zmarłego przez 3 dni w domu trzymał. W miastach to chyba przeszłość.
    Faktem jest, że ludzie nie lubią o tym rozmyślać.

    Pozdrawiam
  • @Pan podporucznik 23:36:06
    A Pan Podporucznik, to na której wojnie się obecnie udziela, jeśli wolno spytać?
  • @Astra 02:00:17
     //Ból, kiedy odchodzą przy nas, na naszych oczach jest przeogromny,// 
    Nie znam jeszcze tego uczucia - rodzice żyją,mieszkamy w jednym domu całe moje życie (z kilkuletnią przerwą na moje studia),pamiętam ich, gdy byli młodzi, pełni sił, piękni.
    Tak niepostrzeżenie minął czas....
    A co będzie ze mną, gdy będę w ich wieku? Jak zachowają się moje dzieci?
  • @grazss 09:32:20
    Piszesz o swojej babci, jak Twoja mama z siostrą były przy niej ubierały....
    Mój dziadek, kiedy umierał, miałam 5 lat i ojciec zabrał mnie do domu rodzinnego. Pamiętam, że go odwiedziłam, uśmiechnął się do mnie , a potem... wszyscy członkowie rodziny czekali w korytarzu, czekalismy aż odejdzie.
    Kiedy zachorował mój tata i było wiadomo,że nie ma ratunku, odebrałam go ze szpitala, bo jestem przekonana, że chciał umrzeć w domu (był z nami jeszcze 4 m-ce)
    Myślę, że Twoje dzieci kiedyś, postąpią tak jak Ty - sama piszesz "trzeba będzie spełnic jej życzenie kiedy przyjdzie czas"
  • @jazgdyni 05:37:56
     //Faktem jest, że ludzie nie lubią o tym rozmyślać.// 
    Niewygodny temat, wiem.
    Wielopokoleniowe rodziny na wsi nie są rzadkością.
    Też nie słyszałam, aby i w mojej wsi ktoś przetrzymywał zmarłego przez trzy dni.
    Dlatego też prowadzę z mamą delikatne negocjacje.
    Dusza przecież opuszcza ciało w momencie śmierci i ona sobie w domu może zostać.
  • @Astra 09:49:13
    Nie będzie dla mnie problemem, ani dla żadnej z moich sióstr umycie rodziców i przebranie ich na "ostatnią drogę". W końcu opiekujemy się zniedołężniałym już ojcem, wykonujemy przy nim wszystkie prace pielęgnacyjne.
    Zastanawiam się tylko nad tym pobytem ciała w domu do momentu pogrzebu.
    Kiedyś, gdy nie było innych możliwości, zmarły pozostawał w domu.
    Teraz, gdy każda kaplica przycmentarna ma chłodnię obok - jaki to ma sens?
    Dusza przecież opuszcza ciało w momencie śmierci.
  • @grazss 10:02:38
    Rozumiem.. W moim przypadku, udalo sie ojca pochować w ciągu 2 dni.
    Rano, w dzień pogrzebu został przewieziony do kaplicy.
  • Z tym octem i pustymi półkami
    to ściema?
  • @ppor Dub 11:16:47
    Nie.
  • @grazss 12:15:05
    To może literacka przenośnia?
  • @ppor Dub 12:24:16
    nie!
  • @grazss 09:12:37
    Na domowej, ojczyźnianej. Front zachodni, jak na dzień dzisiejszy, ale mają nas przegrupować na Centrum, gdy już się otwarta walka zacznie.
  • Dziękuję grazss,
    za przywołanie do mej pamięci zwyczaju, który Nowoczesna Europa wyplenia lub wypleniła już z naszego życia.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

ULUBIENI AUTORZY

więcej